Miód i cena – dlaczego dobry miód musi kosztować? KALKULATOR ZAROBKU PSZCZELARZA

Miód i cena – dlaczego dobry miód musi kosztować? KALKULATOR ZAROBKU PSZCZELARZA

Sobotni targ: krzątanina, gwar i chaos. W środku tego wszystkiego on – bierze słoik do ręki, obraca go, przygląda się, mrużąc oczy, i pyta: „A czemu tak drogo, skoro w markecie jest taniej?”.

W tym jednym pytaniu mieści się historia całego rynku miodu; zaniżonych cen, niepoliczonej pracy i słoików z etykietą „mieszanka miodów spoza UE”. Te etykiety ustawiają poprzeczkę tak nisko, że uczciwy pszczelarz wygląda przy nich jak naciągacz.

Tekst, który właśnie czytasz, jest próbą odpowiedzenia na pytanie, skąd wynika cena słoika miodu. Skierowany jest do każdego: pszczelarza, żeby mógł wreszcie spojrzeć na swoje liczby bez wstydu i bez „a może jednak za drogo”; oraz dla klienta, żeby wiedział, za co płaci, gdy wybiera miód od człowieka zamiast z anonimowej linii produkcyjnej.

W miarę czytania znajdziesz narzędzie, które pozwala sprawdzić, czy na miodzie zarabiasz, czy tracisz. Kalkulator zarobku pszczelarza bierze pod uwagę wszystkie czynniki, o których zwykle zapominamy. Wystarczy przesunąć suwak wydajności, wpisać swoją cenę i stawkę za godzinę, a kalkulator pokaże koszt wytworzenia jednego słoika, czas pracy przypadający na ten słoik oraz to, ile realnie zostaje Ci w kieszeni; czy rzeczywiście zarabiasz, czy tylko zamieniasz pasję w darmowy etat.

Skąd się biorą „śmiesznie niskie” ceny miodu?

Przez lata wielu pszczelarzy traktowało pasiekę jak coś pomiędzy obowiązkiem a hobby. „Pszczoły były zawsze”, miód „jakoś się sprzeda”, a własna praca w ogóle nie pojawiała się w kalkulatorze. Ceny ustalało się bardziej według tego, „jak u innych”, niż według rachunku godzin, kosztów sprzętu, paliwa i stoisk.

Do tego wjechały na rynek tiry z miodem z Europy Wschodniej – tańszym, słabiej objętym kontrolą jakości, często mieszanym, tylko formalnie przypominającym to, co pszczelarz widzi w swoich ulach. Na półce obok siebie stoi więc miód za 25 zł/kg oraz 60 zł/kg. Kupujący zadaje sobie pytanie: „Przecież to tylko miód. Skąd ta różnica?”.

Rynek podzielił się na dwie grupy ludzi. Jedni polują na jak najtańszy słoik, licząc wyłącznie cenę za litr (jakkolwiek ten litr jest liczony). Drudzy chcą wiedzieć, czyj to miód, z jakich kwiatów, z jakiego roku, chcą posłuchać opowieści pszczelarza, zobaczyć zdjęcie pasieki, poczuć, że kupują coś więcej niż słodzik.

Cena staje się tu sygnałem, a nie tylko liczbą na naklejce. Miód za 25 zł/kg i miód za 60 zł/kg to nie są „takie same produkty, tylko z różną marżą”, ale efekt zupełnie innego świata: kosztów, standardów i ryzyka. Uczciwa odpowiedź pszczelarza nie brzmi więc „bo tak mi się podoba”, tylko „bo policzyłem swoją pracę i koszty, i wiem, ile naprawdę mnie to kosztuje”.

Gdzie kupujesz miód i za co dopłacasz?

Miód nie jest wszędzie tym samym miodem – zmienia się nie tylko smak, ale też cała historia logistyki. Inaczej wygląda słoik kupiony w kuchni pszczelarza, ten z małego stoiska na rynku, ten wysłany paczkomatem, a jeszcze inaczej ten z półki w supermarkecie. Na małym targu pszczelarz płaci kilkanaście, czasem kilkadziesiąt złotych za dzień. Na większym jarmarku kwoty sięgają kilkuset złotych za niewielkie stoisko. Do tego doliczyć należy dojazd, często wiele kilometrów od domu, co wiąże się z noclegiem. Nie wszystkie koszty się zwracają; jeśli przychodzi deszcz i ludzie zostają w domach, stoisko i paliwo nie stają się tańsze tylko dlatego, że nikt nie kupuje.

Sprzedaż w Internecie wygląda na bezkosztową, dopóki nie policzy się kartonów, folii, taśm, etykiet, minut spędzonych na dokładnym pakowaniu jednej małej paczki. Dochodzą do tego prowizje serwisów, wiadomości od klientów, obsługa zwrotów – inny rodzaj pracy, niż pogawędka przy stoisku, ale wcale nie mniejszy. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim jest pszczelarz, który próbuje wyważyć: jak wycenić ceny słoików bez poczucia, że „przesadza”, a jednocześnie nie sprzedawać siebie i pszczół za półdarmo.

Słoik słoikowi nierówny – pojemności, szkło i „prawdziwy litr”

W pamięci wielu osób „słoik litrowy” to oczywistość: pełny, ciężki, na drut i gumkę albo z porządną zakrętką. W rzeczywistości ten „prawdziwy litr” prawie zniknął z rynku, zastąpiony przez słoiki 0,9 l, które w języku powszechnym nadal nazywa się litrem. Sytuację komplikują pojemności 0,7 l czy 0,815 l – wizualnie bardzo podobne do 0,9 l, ale mieszczące wyraźnie mniej miodu. Przy gęstości około 1,4 kg/l pojawiają się różnice rzędu 100-120 g, albo nawet więcej. To już zauważalny kawałek produktu, który ginie między zaokrągleniami, jeśli sprzedawca nie pokazuje uczciwie masy netto.

Do tego dochodzi samo szkło. Na rynku są słoiki ekonomiczne – tańsze, cieńsze, mniej odporne. Są słoiki ładne, z grawerem pszczoły, nietypowym kształtem. Takie najczęściej fantastycznie wyglądają na zdjęciu, jednakże gdyby skupić się na cenie, to może się okazać, że większa część kwoty to po prostu szkło. Dlatego w uczciwym świecie miodu zasada powinna być banalna: na etykiecie zawsze widnieje pojemność i masa. Tak, żeby każdy, kto chce, mógł wziąć kalkulator, przeliczyć cenę na kilogram i samemu zdecydować czy jest adekwatna.

Miód pod lupą: właściwości, krystalizacja i data przydatności

Miód jest gęstym, żywym roztworem: mniej więcej 15-18% wody (według standardów unijnych miód powinien mieć w swoim składzie poniżej 20% wody), reszta to głównie cukry, z całą gamą enzymów i związków, które pszczoły wprowadzają do nektaru. Z tej gęstości bierze się prosty, ale często ignorowany fakt: 1 litr miodu waży około 1,4 kg.

Krystalizacja to moment, w którym wielu klientów się niepokoi: „Coś z tym miodem jest nie tak?”. Tymczasem rzepak krystalizuje się błyskawicznie, często nawet jeszcze w plastrze, zamieniając się w coś o konsystencji masła. Dla równowagi akacja potrafi być płynna przez wiele miesięcy, jakby czas obchodził się z nią łagodniej. Miody mieszane i spadziowe mają swoje własne tempo, zależne od proporcji cukrów.

Data przydatności na słoiku to w dużej mierze sprawa urzędowych przepisów, nieostrej granicy między „dobry” a „psujący się”. Miód psuje się zazwyczaj dopiero wtedy, gdy ma za dużo wody albo jest trzymany w zbyt wysokiej temperaturze.  Wtedy może fermentować, tracić aromat, zmieniać smak. W normalnych, domowych warunkach miód bywa bardziej cierpliwy niż ludzie, którzy go jedzą.

Jest jeszcze mała fizyczna ciekawostka: miód rozpuszczany w gorącej herbacie wyraźnie ją chłodzi. To nie magia, tylko chemia – proces rozpuszczania jest endotermiczny, pochłania ciepło. Jeśli ktoś chce zachować ciepło napoju i wartość miodu, dobrym rytuałem jest rozpuścić miód najpierw w letniej wodzie, a dopiero potem połączyć z herbatą.

Ile naprawdę kosztuje wyprodukowanie słoika miodu?

Kiedy rozłoży się produkcję miodu na czynniki pierwsze, okazuje się, że koszt słoika to nie tylko cukier, który pszczoły przerobiły z nektaru. Jest szkło, nakrętka, etykieta, dodatkowy nadruk z numerem partii, papier, klej – kilka złotych, zanim w ogóle zaczniemy mówić o samym miodzie. Są koszty pośrednie: energia do wirowania i podgrzewania wody do mycia sprzętu, amortyzacja wirówek, odstojników, pomieszczeń, w których miód dojrzewa. Są koszty dystrybucji: paliwo, opłaty za miejsce na jarmarku, magazyn, kartony, folia bąbelkowa, etykiety przewozowe.

Jest wreszcie praca – ta, która najczęściej znika z arkusza. Wyjazd do pasieki, przegląd ramek, leczenie, wirowanie, filtrowanie, przelewanie, etykietowanie, rozmowa z klientem, odpowiadanie na wiadomości. Jeśli policzyć te godziny choćby po 31,40-40 zł, nagle w jednym słoiku pojawia się kilka dodatkowych złotych, które do tej pory rozpływały się w powietrzu. Kiedy wszystko zsumować – materiały, prąd, sprzęt, dystrybucję, pracę – okazuje się, że uczciwy koszt wytworzenia litrowego słoika miodu wcale nie jest „śmiesznie niski”. I że ceny rzędu 45-65 zł za kilogram przy sprzedaży lokalnej nie są fanaberią, tylko próbą utrzymania się przy życiu.

Jaka cena miodu jest normalna?

Można to zobaczyć jak mapę. Na jednym końcu jest miód importowany, często mieszany, sprzedawany w dużych sieciach – tani, ale z niejasnym rodowodem i dużą szansą, że ktoś po drodze potraktował go jak surowiec, a nie produkt rzemieślniczy. W środku – miód z supermarketu, pasteryzowany, standaryzowany, być może poprawny, ale anonimowy. Dalej pojawia się „tani pszczelarz”, który nadal nie liczy swojej pracy – jego ceny wydają się atrakcyjne, ale w dłuższej perspektywie uniemożliwiają rozwój pasieki. Wreszcie – uczciwy lokalny pszczelarz, u którego miód kosztuje 45-65 zł/kg i który zaczyna wreszcie uwzględniać w cenie zarówno pszczoły, jak i siebie.

Na drugim końcu są miody premium: surowe, niefiltrowane (zachowujące wosk, pyłek i inne), z rzadkich pożytków, z certyfikatem bio, np. akacjowy lub wrzosowy. Tam cena odzwierciedla nie tylko koszty, ale też rzadkość. Niewielkie ilości, trudne warunki, dodatkowe badania. Jeśli miód jest znacząco poniżej sensownego progu, pytanie brzmi nie „dlaczego ten drogi jest taki drogi?”, tylko „dlaczego ten tani, jest taki tani?”.
Klasyfikacja cen miodu

(Kliknij obrazek, aby go powiększyć)

×

Co podnosi, a co zbija cenę?

Na cenę miodu działa cała orkiestra czynników. Pochodzenie nektaru, czyli czy to lawenda, akacja, wrzos, czy masowy pożytek. Niefiltrowanie i brak pasteryzacji – zachowanie tego, co w miodzie najcenniejsze. Opakowanie – zwykły słoik czy projektowany zestaw prezentowy. Sezonowość – pierwszy wiosenny miód, który znika szybciej niż jest pozyskiwany.

Cenę zbijają: tanie importy, w których liczy się tona, nie ul. Pszczelarze, którzy w dobrej wierze, ale z własną szkodą, nie wliczają godzin swojej pracy. Sprzedaż hurtowa, gdzie marża pośrednika potrafi być większa niż zysk producenta. Wojny cenowe na lokalnych rynkach, w których nikt nie wygrywa, a na końcu przegrywają pszczoły – bo na oszczędzonym budżecie trudniej dbać o ich zdrowie.

Jak samodzielnie policzyć uczciwą cenę?

Gdyby chcieć z tego wszystkiego zrobić narzędzie, kroków byłoby kilka. Najpierw policzyć koszty stałe pasieki w skali roku – sprzęt, leki, ubezpieczenie, paliwo, wszystko, co wraca jak rytuał, nawet jeśli jest rozproszone po paragonach. Potem policzyć swój czas – każdą godzinę w pasiece i przy wirowaniu, pakowaniu, sprzedaży należy pomnożyć przez stawkę, którą uznajemy za minimalnie uczciwą (co najmniej 31,40 zł/h).Dodać koszty dystrybucji: dojazdy, stoiska, wysyłkę, prowizje. Na końcu podzielić wszystko przez liczbę kilogramów miodu (pamiętając, że 1 litr to około 1,4 kg), a do otrzymanego kosztu dodać marżę – nie po to, żeby się „nachapać”, ale żeby mieć z czego żyć i rozwijać pasiekę.

Wiele kalkulacji kończy się zdaniem: „Stop, to za mało”, kiedy wychodzi 14 zł/kg. To dobry moment, żeby spojrzeć w lustro i przyznać: to nie miód jest za drogi – to ja zaniżyłem wartość własnej pracy. Dlatego właśnie razem z Maciejem Dmochowskim, naszym pszczelarzem ekspertem przygotowaliśmy, policzyliśmy i udostępniamy Wam nasz kalkulator pszczelarski.

Jest to narzędzie, które pomaga w prosty sposób wyliczyć opłacalność pracy w pasiece. Wystarczy, że wpiszesz ile miodu realnie pozyskujesz z jednego ula w sezonie, za ile sprzedajesz słoik oraz ile chcesz zarabiać za godzinę swojej pracy. Kalkulator przeliczy to na koszty “twarde” jednego słoika (sprzęt, cukier, leki, matki, słoiki i media – według przyjętego modelu pasieki 20-ulowej), czas potrzebny na wyprodukowanie i sprzedanie jednego słoika, pensję, którą realnie sam/sama sobie wypłacasz za godzinę oraz nadwyżkę zysku na słoiku – czyli to, co zostaje na rozwój pasieki. Wypróbuj sam!

🐝 Kalkulator zarobku

Przeciągnij kółko powyżej, aby zmienić ilość kilogramów.
Koszty twarde
?Suma: Amortyzacja ula, cukier, leki, matki/węza, słoik i media.
Czas na 1 słoik
?Łącznie: przeglądy, leczenie, karmienie, miodobranie i czas na sprzedaż.
Wypłacona pensja
Zysk nadwyżkowy na słoiku:

Jak nie dać się oszukać i jak szanować dobry miód?

Z perspektywy klienta sprawa zaczyna się od prostego gestu: wziąć słoik i przeczytać etykietę. Czy jest masa netto? Pojemność? Kraj pochodzenia? Nazwisko pszczelarza? Można zapytać, skąd jest miód, z jakich pożytków, z którego roku – jeśli odpowiedź jest niepewna albo wymijająca, to nie jest dobry znak.

Warto też zaprzyjaźnić się z krystalizacją. Twardy miód to nie wada, tylko znak, że cukry robią swoje, a miód nie był traktowany jak coś, co ma wyglądać idealnie na półce przez cały rok. „Wiecznie płynny” miód może być po prostu specyficzny – ale może też być rozgrzewany do temperatur, które miodu nie lubią.

Szacunek dla dobrego miodu polega nie tylko na tym, że się go nie przegrzewa i nie rozpuszcza we wrzątku. To także akceptacja, że za pracę pszczół, ryzyko pszczelarza, lata nauki i doświadczenia oraz koszty, których nie widać zza etykiety, trzeba zapłacić uczciwą cenę.